Z Ewangelii wg. Św. Mateusza:

Ziarno, które obumrze, przynosi plon obfity
„Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec. ”

(J 12,24-26)

Duchu Święty napełnij swoim światłem moje serce, aby Słowo Boże stało się przewodnikiem na mojej pielgrzymiej i życiowej drodze.
Ewangelista Jan umieszcza wypowiedziane słowa Jezusa w szczególnym momencie. Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych przygotował dla Niego ucztę. Podczas przyjęcia Maria dokonała ważnego gestu: wonnym olejkiem namaściła stopy Jezusa i otarła je swymi włosami. Tłumacząc uczniom i obecnym na uczcie znaczenie tego gestu Jezus wskazuje, że uczyniła to przygotowując na Jego pogrzeb. Następnego dnia ma miejsce uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy. Tłumy wołały : ’’Hosanna Synowi Dawida” oczekując, że będzie On królem Izraela. Do grona chcących poznać Jezusa należą także Grecy – prawdopodobnie pielgrzymi, którzy przybyli na Święto Paschy. Ich przybycie i chęć spotkania z Jezusem jest znakiem, który oznacza nastanie „godziny” uwielbienia Jezusa, kiedy przyciągnie wszystkich do siebie. Zwykli ludzie, nawet poganie – Grecy wydają się być sprawcami wydarzeń zapowiadających nadejście godziny Jezusa. Jako poganie i cudzoziemcy, Grecy szukają towarzyszy Jezusa: Filipa i Andrzeja, ponieważ chcą, żeby oni przedstawili ich Jezusowi. Ci dwaj uczniowie, Filip i Andrzej, ucieleśniają ducha misyjnego wspólnoty: przez nich Dobra Nowina Jezusa dotrze do pogan, do krańców ówcześnie znanego świata. Przybycie Greków oraz prośba Filipa i Andrzeja stają się dla Jezusa okazją do uświadomienia uczniom godziny uwielbienia Syna Człowieczego. To uwielbienie jest różne od oczekiwań mesjańskich tłumu. Oni oczekiwali króla, który poprowadzi do walki z Rzymianami i ustanowi polityczne królestwo mesjańskie. Tymczasem Jezus mówi o Synu Człowieczym, który zaprowadzi swoje królestwo w zupełnie inny sposób i w innym wymiarze. Godzina Jezusa będzie czasem Jego męki i śmierci, podjętej jako wypełnienie starotestamentalnych zapowiedzi Izajasza o cierpiącym Słudze Jahwe.

W słuchaczach Jego słowa mogły wywołać pewne niezrozumienie, bo mówił o pozornie wykluczających się wydarzeniach: o swojej śmierci i chwale. Aby rozwiać mogące powstać wątpliwości, Jezus wyjaśnił, że Jego śmierć będzie jakby bolesnym „wstępem” do zbliżającego się uwielbienia Syna Człowieczego, czyli Jego chwały.

Na krótko przed swoim odejściem z tego świata Jezus wyjaśnia, że nie ma sprzeczności między Jego śmiercią i Jego chwałą. Przedstawił to obrazowo, porównując swoją śmierć do obumierania ziarna, które zostało wrzucone do ziemi podczas zasiewu. Śmierć takiego ziarna pozostaje na usługach życia, bo z jednego obumarłego ziarna powstaje roślina z kłosem i licznymi ziarnami. Podobnie będzie z Jego śmiercią krzyżową. Przyniesie ona ogromne owoce. Między innymi ten obfity plon będzie chwałą Jezusa Chrystusa. Zbliża się wprawdzie moment Jego śmierci, ale nie będzie ona Jego klęską, lecz jakby bolesnym „przedsionkiem” chwały. Tą chwałą będzie Jego zmartwychwstanie i życie w rozszerzającym się na cały świat Kościele, Jego Mistycznym Ciele. Ten Kościół zostanie zbudowany głównie z pogan. Których symbolicznymi przedstawicielami są teraz przybyli Grecy. Znajdą się w nim także ci Żydzi, którzy Jezusa nie odrzucili. W tym Kościele Syn Człowieczy będzie stale uwielbiany, głównie w Eucharystii i przez święte życie prawdziwie wiernych Mu uczniów. Taką nadzieję chciał Jezus wlać w serca „Greków”, którzy przyszli Go zobaczyć i posłuchać .Chociaż Syn Człowieczy umrze, to jednak będzie można okazywać Mu miłość w Jego Kościele i otaczać Go nieustanną czcią i chwałą; będzie można nadal Mu wiernie służyć.

Jezus dał wszystkim swoim uczniom kolejne pouczenie: „Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. Swoim przykładem ukazał znaczenie wypowiedzianych słów. „Nienawidzić” znaczy tu „miłować mniej” niż kogoś lub coś, i właśnie w takim znaczeniu Jezus miał w nienawiści swoje życie: miłował je mniej niż swojego Ojca i Jego świętą wolę; miłował je mniej niż każdego z nas; miłował je bez porównania mniej niż nasze wieczne zbawienie. Ta miłość do swojego życia była tak mała w porównaniu z miłością do Ojca i do nas, że faktycznie była niemal „nienawiścią”. Jednak wspomniana przez Jezusa „nienawiść” na tym świecie do swojego życia jest w gruncie rzeczy największą i najmądrzejszą troską o nie. Kto bowiem ma w nienawiści swoje życie „na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. A cóż większego można sobie zapewnić niż życie w wiecznym szczęściu, które nie zmniejsza się ani na moment? Jezus „stracił” swoje ziemskie życie z miłości do Ojca i do nas, jednak zachował je na wieczność. Żyje bowiem nie tylko jako Bóg, lecz również jako człowiek ze swoim zmartwychwstałym i uwielbionym ciałem. Śmierć krzyżowa, która była „utraceniem” ziemskiego życia”, doprowadziła Jezusa do chwalebnego życia w niebie. Więcej jeszcze, „utracenie” życia przez śmierć na drzewie krzyża wysłużyło nam wieczne życie w szczęściu nieba. Tak więc Jezus „stracił” swoje życie, aby dać życie wieczne nam i żyć ze zbawionymi w wiecznej chwale.

Zbliżająca się śmierć Jezusa nie miała nikogo pozbawić możliwości służenia Mu. Będzie można nadal Mu służyć i podążać za Nim w Kościele, nowym ludzie Bożym, który – dzięki Jego śmierci, zmartwychwstaniu i zesłaniu Ducha Świętego – stanie się ogromnym ludem, obejmującym wszystkie narody świata. W tym ludzie Bożym Jemu, zmartwychwstałemu Chrystusowi, będzie można służyć na ziemi do końca istnienia ludzkości. Zapłatą za wierną służbę będzie przebywanie z Nim tam, gdzie on jest: w niebie u Ojca. On tam wstąpił ze swoją ludzką naturą po wypełnieniu ziemskiej zbawczej misji i na zawsze tam pozostanie. Znajdą się tam także ci, którzy Mu służą.

Tych też uczci Ojciec Jezusa, Bóg. Służyć Jezusowi oznacza wypełniać Jego Ewangelię: nią żyć, kierować się. Na ziemi służenie Jezusowi łączy się z prowadzeniem do Niego innych osób przez dawanie Mu świadectwa. Warto myśleć o tym, czy nie ma w moim otoczeniu takich osób, które mógłbym zbliżyć do Niego, przynajmniej przez swoją modlitwę i podejmowane za nie ofiary. Może też nadarzy się okazja, by otwarcie porozmawiać o wierze, o Bogu, o naszym Zbawicielu.

Warto w osobistej refleksji zastanowić się:

  • Czy chcę i potrafię oddać Jezusowi całe moje życie?
  • Czy umiem wprowadzić Jego obecność w moją codzienność?
  • Czy „obumieram” dla moich słabości, aby z Jezusem wydać owoc dobrego życia?
  • Czy Komunia św. jest dla mnie uczestnictwem w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa?
(Oglądana: 10, w tym oglądana dzisiaj: 1)
ks. Andrzej Głasek