KONFERENCJA – 3 sierpnia

Wstęp

Od ponad 1000 lat jesteśmy krajem katolickim, gdzie centrum życia duchowego stanowi Eucharystia, czyli Msza św. Każdy z nas ma możliwość uczestnictwa we Mszy św. i to sprawia, że zwykle nie zastanawiamy się dłużej nad kwestią Co to jest Msza Św.? Przeciętny Polak – Katolik na pytanie – z czym ci się kojarzy Msza św.? – odpowie: z kościołem, z I komunią, z Wielkanocą itd. Skojarzenia te są oczywiście dobre, ale płytkie. Mało jest w nas właściwego rozumienia Eucharystii jako ofiary Jezusa Chrystusa. Eucharystii, której jedynym właścicielem jest Kościół, ustalający sposób jej celebracji. Bardziej akcentujemy wymiar wspólnotowy, nie brakuje też nadużyć w postaci: ja zamówiłem (czasem zakupiłem) Mszę św. i to jest moja Msza. Dlatego życzę sobie, aby… .

Trzeba otwarcie przyznać, że nie mamy dobrej katechezy w tym względzie. Złe rozumienie istoty Eucharystii sprowadza człowieka do uczestnictwa w pewnym spektaklu, jak w teatrze czy w kinie. Dlatego ktoś powie: coś się odprawiło, byłem w kościele, obowiązek zaliczyłem. Nie wiem, czy wpływa to na moje życie, może czasem zostanie na chwilę jakieś płomienne kazanie. Tego na ogół szukamy – emocji, wrażeń estetycznych. Czasem mówimy, że Msza nam się podobała, a czasem że było beznadziejnie, nudno i w ogóle strata czasu.

Dlaczego tak jest? Między innymi dlatego, że szukamy w Eucharystii pewnych atrakcji (dlatego cieszą się wielkim uznaniem tzw. nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie, gdzie coś się dzieje). Patrzymy na Mszę św. pod kątem użytkowym. Nawet, jeśli często uczestniczymy, to też grozi takie myślenie, na przykład – pójdę na Mszę św. bo jakoś słabo się czuję albo boję się, że nie zdam egzaminu czy stracę pracę. Nie łudźmy się, zaledwie garstka wiernych dobrze uczestniczy we Mszy św. Zwróćmy uwagę, że na Eucharystię przychodzi ok. 30% wiernych w miarę regularnie. Nie chcę zatem analizować, co się dzieje z 70% pozostałych, chciałbym, abyśmy uczyli się Mszy św. na nowo, bardziej odkrywali jej sens i ofiarniczy charakter. Dlatego też w tej konferencji chcę przybliżyć to, co ukryte w odniesieniu do Mszy św., a co może pomóc w lepszym jej przeżywaniu.

Żydowskie korzenie Eucharystii

Scott Hahn w przedmowie książki Branta Pitre Jezus i żydowskie korzenie Eucharystii napisał tak: „Z perspektywy dwóch tysięcy lat jest dla nas czymś zupełnie naturalnym, że patrzymy na ukrzyżowanie Jezusa jak na ofiarę. Chrześcijanie są dziedzicami długiej tradycji takiego sposobu mówienia, myślenia i modlitwy. Ale Żydzi, którzy byli świadkami tego wydarzenia, nie mogli postrzegać ukrzyżowania jako ofiary. Nie nosiło ono żadnych znamion ofiary starożytnego świata. Na Kalwarii nie było ołtarza ani uprawnionego do składania ofiar kapłana. Co prawda dokonała się śmierć, ale doszło do niej poza świątynią, która była jedynym właściwym miejscem składania ofiar w judaizmie, a nawet poza murami świętego miasta. Dopiero św. Paweł przedstawił sobie współczesnym, a zwłaszcza swoim współbraciom Żydom, powiązanie tych dwóch rzeczywistości. W Pierwszym Liście do Koryntian, wprowadziwszy słowo „krzyż” nazywa on Chrystusa „naszą Paschą”, czyli barankiem paschalnym, który „został ofiarowany” . W ten sposób znajduje powiązanie między Paschą celebrowaną podczas Ostatniej Wieczerzy i ukrzyżowaniem na Kalwarii. W istocie to właśnie pierwsza Eucharystia przemieniła egzekucję Jezusa w ofiarę. Podczas Ostatniej Wieczerzy[1] wydał On swoje ciało na śmierć i krew na wylanie, jakby na ołtarzu. Paweł, przekazując historię Ostatniej Wieczerzy opisał to wydarzenie w kategoriach ofiary. Przytoczył słowa Jezusa, który nazwał je „Nowym Przymierzem we Krwi mojej”, co stanowiło echo słów Mojżesza wypowiedzianych po złożeniu ofiary z cielców: „Oto krew przymierza”[2] . To właśnie ofiara krwi sprawiła, że przymierze miało moc, w pierwszym przypadku zgodnie ze słowami Mojżesza, w drugim – zgodnie ze słowami Jezusa. Paweł cytuje również Jezusa nazywającego Wieczerzę „pamiątką”, co stanowiło techniczną nazwę konkretnego rodzaju ofiary świątynnej. Na wypadek, gdybyśmy nie zauważyli tych powiązań, Paweł porównuje Wieczerzę Pańską (Eucharystię) z ofiarami składanymi w Świątyni[3] , a nawet z ofiarami pogańskimi[4] . Wszystkie ofiary, stwierdza Paweł, przynoszą pewną komunię, jedność. Ofiary bałwochwalcze przynoszą komunię z demonami, natomiast chrześcijańska ofiara przynosi komunię z Ciałem i Krwią Jezusa[5] . Wizja Męki Pańskiej u św. Pawła jest zdumiewająca. Pokazuje on, że nie chodzi jedynie o to, ile Jezus cierpiał , ale także o to, jak bardzo kochał. Miłość przemienia cierpienie w ofiarę. Śmierć na Kalwarii nie była po prostu brutalną, krwawą egzekucją. Śmierć Jezusa została przemieniona przez ofiarę z samego siebie złożoną w Wieczerniku. Stała się ofiarowaniem nieskazitelnego paschalnego baranka, ofiarą z samego siebie złożoną przez arcykapłana, który oddał samego siebie na odkupienie innych. Jezus jest zarówno kapłanem, jak i ofiarą. Bowiem „Chrystus [nas] umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu”[6] . Oto miłość: całkowity dar z siebie. Eucharystia napełnia nas tą miłością, jednocząc naszą miłość z miłością Chrystusa, naszą ofiarę z Jego ofiarą. Święty Paweł wołał: A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej[7] (…). Paweł uczy, że perspektywą Eucharystii jest krzyż, a perspektywą krzyża – zmartwychwstanie. Ukrzyżowane i zmartwychwstałe człowieczeństwo Jezusa jest spożywane przez chrześcijan w Komunii Świętej. Zbliżamy się do niego przez cierpienie, w Hostii przyjmujemy jednak obietnicę wiecznej chwały i otrzymujemy łaskę, dzięki której możemy znieść wszystko inne. Nie potrafimy tego docenić w pełni, dopóki nie nauczymy się widzieć wszystkiego „jak to było na początku”, czyli tak, jak widzieli to pierwsi chrześcijanie pochodzenia żydowskiego, na których oczach stary, znajomy świat przestał istnieć, a nowy zstąpił z nieba jako Jerozolima niebieska”[8] .

Eucharystia jako udział w Męce Zbawiciela

W powyższym tekście bardzo dokładnie opisane jest źródło Eucharystii. Jest nim paschalna ofiara Jezusa Chrystusa, złożona jako wypełnienie zapowiedzi ze Starego Testamentu. Śmiało można powiedzieć, że Eucharystia to wydarzenie, ukazujące w sposób bezkrwawy śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa. Wszystko, co czytamy w opisie Męki Pańskiej dzieje się za każdym razem na ołtarzu, kiedy sprawowana jest Eucharystia. W nauczaniu Kościoła nie ma nic nad to wydarzenie, mówimy: Liturgia jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc. Liturgia jest pierwszym i niezastąpionym źródłem, z którego wierni czerpią ducha prawdziwie chrześcijańskiego[9] . Eucharystia jest zarazem źródłem i szczytem. Źródłem, bo z niej Kościół czerpie moc stawania się nowym ludem w Chrystusie, szczytem – ponieważ Eucharystia stanowi ukoronowanie dzieła Odkupienia.

Możemy więc śmiało powiedzieć, że Eucharystia nie jest zwykłym spotkaniem ludzi, którzy przypadkowo gromadzą się by przeżyć jakąś uroczystość. Nie możemy tak myśleć o Eucharystii, ponieważ takie myślenie bardzo ją wypacza i nadaje zupełnie inną, świecką wartość. Czy idąc na Eucharystię rozważasz fakt, że weźmiesz udział w Męce i Śmierci Zbawiciela? Raczej nie. Bliższe jest nam myślenie, że celem pójścia na Mszę św. jest modlitwa , np.: idę na Mszę św. pomodlić się o zdrowie, o Boże błogosławieństwo itd. Oczywiście udział w Eucharystii ma związek z modlitwą i wyrażamy w niej nasze pragnienia, oczekiwania w modlitwie powszechnej. Jednak nie to jest najważniejsze. Bywa i tak, że Eucharystia (z natury najświętsza w Kościele) jest traktowana jak „kontener”, do którego można włożyć wszystko, co sprzyja pobożności i religijności. Zobaczmy, jak powszechne są określenia: zróbmy Eucharystię w związku z jakimś wydarzeniem (np. błogosławieństwo nowego parkanu wokół kościoła), odprawmy Eucharystię na okoliczność otwarcia remizy i tym podobne wydarzenia. Zwykle w mediach ukaże się informacja, że ksiądz odprawił Mszę (zaledwie jednym zdaniem), natomiast cała uwaga skupi się na czymś innym.

Dlaczego o tym chcemy powiedzieć? Dlatego, że jeśli nie nauczymy się patrzeć na Mszę św. jako wydarzenie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa wówczas zawsze będzie pokusa traktować Eucharystię w sposób przedmiotowy. Nawiasem mówiąc, jest wiele nadużyć w takim postrzeganiu Eucharystii, dlatego warto zaznaczyć, czym Msza św. nie jest. Niestety, czasem Eucharystia traktowana jest jako dodatek do różnych ciekawych pomysłów duszpasterskich[10] . Niekiedy okoliczności Mszy św. ważniejsze od samej Eucharystii.

Eucharystia – wspomnienie uobecniające

Z powyższych refleksji wynika, że łatwo zatracić ofiarniczy charakter Mszy św. Tymczasem Eucharystię należy cenić najbardziej ze wszystkich form wielbienia Boga. Eucharystia, jak mówią dokumenty Kościoła – to wspomnienie uobecniające. Co to oznacza? Mówiąc najprościej to takie wspomnienie, w którym przenosimy się niejako w czasie do tego jedynego wydarzenia na Krzyżu, na wzgórzu kalwaryjskim. Jeśli marzymy o podróżach w czasie, to jest to wyjątkowa okazja, by umysłem i sercem stanąć przy Krzyżu Zbawiciela, by przeżyć dramat Golgoty. Jezus, znając ludzką wrażliwość zamknął te traumatyczne, okrutne wydarzenia pod znakami chleba i wina. Stało się tak, kiedy w Wieczerniku wypowiedział słowa nad chlebem – To jest ciało moje, za was wydane, a nad winem – to jest Krew moja, za was wylana na odpuszczenie grzechów. Możemy więc, oczyma duszy, widzieć na ołtarzu Krzyż, być świadkiem ukrzyżowania Chrystusa, słyszeć sercem odgłos młota wbijającego gwoździe. To jest Eucharystia. I zarazem być świadkiem Chrystusa, który zmartwychwstał. Tak, to jest wymiar wielkiej tajemnicy naszej wiary jako dramatu Kalwarii.
Towarzyszący temu lęk, odczuwane współczucie dla Jezusa byłyby dla naszej wrażliwości zbyt trudne. Dlatego to wydarzenie Jezus w sposób świadomy okrył pod postaciami chleba i wina. I daje nam Eucharystię jako uobecnienie tego wydarzenia z Golgoty, by każdy z nas pamiętał, jaka jest cena naszego zbawienia.

Eucharystia szkołą ofiary ze swego życia

Patrząc na Eucharystię jako ofiarę Jezusa Chrystusa uczymy się, jak swoje życie dać na ofiarę dla innych i za innych. Właściwy udział w Eucharystii pomaga każdemu, kto chce na swoje życie rzucić światło Ewangelii. Czy nie czujemy się czasem w życiu osamotnieni i odrzuceni jak Chrystus w czasie swojej Męki? Czy widzimy, jak często w naszym życiu krótka jest droga od radosnego hosanna do złowieszczego ukrzyżuj!?. Jeśli przeżywamy chwile trudne, to odniesienie do Eucharystii jako ofiary umacnia nas w wierze. Tymczasem, o wiele łatwiej jest nam patrzeć na Eucharystię jako wydarzenie, które ma być pewną atrakcją. Przecież wielu z nas myśli, że do kościoła nie chodzi się po to, żeby swoje życie uczynić ofiarą. Bardziej jednak zależy na pewnych odczuciach estetycznych, czy wręcz chodzi o pewną atrakcyjność Mszy św. Dlatego wielu księży bardzo mocno skupia się na tym, aby wydarzenie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa uatrakcyjnić. Jest to dość banalna odpowiedź na postulaty młodzieży, która na katechezie stwierdza krótko: do kościoła nie chodzimy, bo tam jest nudno. Gdyby biskupi i księża coś pomyśleli, na przykład muzyka techno podczas przeistoczenia, albo wprowadzili wesołe piosenki jak u protestantów, to może bym przyszedł. Bo Msza musi być fajna, ciekawa, żeby człowiek miał zapewnioną godzinę dobrej rozrywki. Stąd nie brakuje nadużyć w Eucharystii, chociażby w śpiewie piosenek nie licujących z liturgią, radosnych tańców i okrzyków przy perkusji czy innych nowatorskich form[11] . Wyobraźmy sobie, że bliska nam osoba umiera. Jej życie kończy się i jesteśmy świadkami jej odchodzenia. Atmosfera jest podniosła, godna, płynie modlitwa o dobrą śmierć, przychodzimy by pożegnać się, usłyszeć ostatnie słowa. I w pewnym momencie wkracza ekipa muzyków, z perkusją, z gitarami i robią show na miarę występu na koncercie. W imię czego? Żeby człowiekowi umierającemu lżej się odchodziło? A może, aby opłakujący śmierć mieli jakieś pocieszenie. Jest oczywiste, że w takim momencie ktoś wstanie i powie: Drodzy państwo, ładnie gracie, ale teraz nie wypada. Pozwólcie nam przeżyć godnie w ciszy i skupieniu śmierć naszego bliskiego. Podobnie ma się sprawa w Eucharystii. Tu umiera na naszych oczach,kiedy jesteśmy przeniesieni na Golgotę, sam Jezus Chrystus. Tu nie ma nic do uatrakcyjniania. Eucharystia jako wydarzenie jest dramatem, nie atrakcją mającą uszczęśliwić tłum. Dlatego konieczna jest katecheza w tym względzie, aby zawsze w Eucharystii odnaleźć źródło i szczyt chrześcijańskiego życia, które na wzór Jezusa ma stać się ofiarą dla innych.

Nie jest łatwo dziś o takich rzeczach mówić, ponieważ jest wiele niezrozumienia w pojmowaniu Eucharystii. Nie mniej, pielgrzymka może być miejscem i czasem, w którym spojrzymy na Mszę św. w inny sposób. I nie chodzi wcale o to, by zanegować jej radosny wymiar, bardziej chodzi o rozłożenie akcentów. Słusznie reagował z troską papież Benedykt XVI widząc, jak niszczona jest świętość Eucharystii poprzez wprowadzanie do niej świeckich form. Zachęcał, by uczynić liturgię Mszy św. wydarzeniem, takim jakim ona jest, wprowadzając człowieka w świat znaków, tłumacząc je w katechezie. By celebrować Eucharystię najpiękniej, ponieważ sam Chrystus objawia się w niej z znakach i daje gwarancję życia wiecznego[12].

Mój udział w Eucharystii

Udział w Eucharystii właściwie rozpoczyna się w domu, kiedy zbieramy się do wyjścia. Na Mszę św. trzeba przyjść odpowiednio wcześnie, aby przygotować swoje serce na spotkanie z Bogiem. Także, aby w razie konieczności oczyścić się w sakramencie pokuty. Należy unikać spowiedzi podczas Mszy św. Dlatego spowiedź powinna być dostępna przed Mszą św. Czy można się spóźnić na Mszę św. i ewentualnie ile? Ks. Piotr Pawlukiewicz na to pytanie odpowiedział kapitalnie: Na Mszę św. można się spóźnić tyle, co na samolot. I wszystko w temacie. Uczestnicząc w Eucharystii obchodzimy konkretne wydarzenia z historii zbawienia. Msza św. mająca odpowiedni formularz tłumaczy te wydarzenia i przybliża. Dlatego też w ciąg roku liturgicznego rozważamy całe dzieło Boga uczynione w Jezusie dla zbawienia człowieka. Kościół zaprasza (a właściwie nakłada obowiązek) do udziału w tych wydarzeniach jako tzw. świętach nakazanych. Oczywiście, obok świąt nakazanych zawsze na pierwszym miejscu jest NIEDZIELA, jako pamiątka zmartwychwstania Chrystusa. Oprócz niedziel, w których mamy obowiązek uczestniczyć wyróżnia się 6 świąt nakazanych:

  1. Uroczystość Maryi Panny Bożej Rodzicielki – Nowy Rok,
  2. Uroczystość Objawienia Pańskiego – 6 stycznia
  3. Uroczystość Bożego Ciała – czwartek po niedzieli Trójcy Świętej,
  4. Uroczystość Wniebowzięcia NMP – 15 sierpnia,
  5. Uroczystość Wszystkich Świętych – 1 listopada,
  6. Uroczystość Bożego Narodzenia – 25 grudnia.

Kończąc warto jeszcze raz podkreślić, że Eucharystia ma charakter ofiarniczy. Udział w niej umacnia chrześcijanina do męstwa w wyznawaniu wiary w środowisku. Jest też zanurzeniem w Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa, jest za każdym razem ogłoszeniem kerygmatu – Chrystus umarł i powstał z martwych. Dla człowieka uwikłanego w śmierć na skutek grzechów, jak również doświadczającego śmierci w wymiarze duchowym z powodu prześladowania dla imienia Jezus to właśnie Eucharystia jest źródłem mocy i nadziei. Msza św. umacnia w przekonaniu, że nie istnieje taka śmierć, która by pogrążyła na zawsze. Zło i śmierć zostały pokonane przez miłość Chrystusa, która wszystko zwycięża.

(Oglądana: 14, w tym oglądana dzisiaj: 1)
Ks. Tomasz Koprianiuk